Log in

Seminarium „Różnorodność językowa w Polsce jako dobro wspólne“

Dnia 14 lutego br. Kaszubski Zespół Parlamentarny we współpracy ze Zrzeszeniem Kaszubsko-Pomorskim i Instytutem Kaszubskim w Gdańsku zorganizowali w Senacie Rzeczypospolitej Polskiej seminarium pt. Różnorodność językowa w Polsce jako dobro wspólne” z okazji Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego.

Podczas seminarium głos zabrali m.in. Senator Kazimierz Kleina, Poseł na Sejm Ryszard Galla, a także dr Tomasz Wichierkiewicz z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Przewodniczący Związku Bernard Gaida oraz koordynator regionalny Związku dr Magdalena Lemańczyk. Podczas seminarium dr Magdalena Lemańczyk przedstawiła założenia i cele Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej Minority SafePack, o której mogą Państwo poczytać na https://ec.europa.eu/citizens-initiative/32/public/#/
Przewodniczący Związku Bernard Gaida wygłosił natomiast referat pt. „Język niemiecki jako język mniejszości w Polsce: doświadczenia i wyzwania”, którego treść przedstawiamy poniżej:

Język niemiecki jako język mniejszości w Polsce: doświadczenia i wyzwania

Bernard Gaida (Przewodniczący Zarządu Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce, Członek KWRiMNiE)

Szanowni Państwo,

Nie jest łatwo w ciągu kwadransa poruszyć temat, który mi zadano. A już w ogóle go wyczerpać. Język niemiecki jako język mniejszości narodowej, doświadczenia i wyzwania. Zacznijmy od doświadczeń, które dla wszystkich mniejszości narodowych są specyficzne i je różnicują. We współczesnej Polsce Niemcy są z małymi wyjątkami społecznością, która pozostała na terenach swojego historycznego i wielowiekowego zamieszkania po zawieruchach XX wieku a zwłaszcza ostatniej wojny. Właściwie tylko historia Niemców w Łodzi od tej specyfiki się różni. Jednak w związku z faktem wywołania wojny właśnie przez Niemcy wszyscy bez wyjątku stali się uczestnikami tego samego losu. Jest to truizm, o którym jednak bardzo często się zapomina współcześnie analizując sytuację mniejszości niemieckiej. Odium zbrodni hitlerowskich spadło na tych, którzy pozostali. Bez względu na ich indywidualną winę. Po kilku powojennych latach naznaczonych procesem wypędzeń, wysiedleń, deportacji do ZSRR czy obozów pracy pozostało niewiele niemieckich skupisk na nowych terenach wcielonych Polski. Należał do nich Śląsk. Dla tych, którzy mało o Górnym Śląsku i polityce „odniemczania”, jak ją nazwał dr Bernard Linek, wiedzą, informuję, że od zarządzeń wojewody śląsko-dąbrowskiego gen. Aleksandra Zawadzkiego nieprzerwanie do 1989 roku na tej ziemi istniał najpierw zakaz używania języka niemieckiego, potem usankcjonowana wrogość wobec tego języka i tych, którzy się nim potrafili posługiwać, oraz zakaz jego nauki w szkole. Proces przymusowej asymilacji pozostałej ludności śląskiej, która określała się mianem „ich bin ein Schlesier”, co było dla przeważającej większości Ślązaków tożsame z niemieckością, nazywano kuriozalnie repolonizacją. Tak więc polska szkoła stała się pierwszym bolesnym i brutalnym doświadczeniem stygmatyzacji języka niemieckiego i związanej z nim kultury. W jednym ze swych rozporządzeń Aleksander Zawadzki pisze, że językiem niemieckim mogą się posługiwać jedynie osoby przeznaczone do wysiedlenia. Tym opisem chciałbym zwrócić Państwa uwagę na fakt, że przez kilkadziesiąt powojennych lat, niemieccy Ślązacy czy Warmiacy nie ulegali niebezpieczeństwu utraty języka ojczystego na skutek mniej czy bardziej uświadamianej asymilacji (co dla wszystkich mniejszości narodowych jest wspólne), lecz były przy zaangażowaniu całego aparatu państwa niedemokratycznego poddawane naciskom dyskryminacyjnym tę asymilację wymuszającym. Ten proces w ciągu trzech powojennych pokoleń doprowadził w dużej części do zaniku języka niemieckiego jako języka codziennej komunikacji. Ten fakt, który wymaga ciągle naukowego opisu niewątpliwie ma ciągle wpływ na jego obecną sytuację.

Demokratyczne przemiany lat 89/90 wywołały entuzjazm tysięcy osób, którzy uświadamiali sobie konieczność powrotu języka niemieckiego do szkoły. Od tego czasu do dnia dzisiejszego dzięki tym przemianom znaleźliśmy się w sytuacji, że ponad 50 tys. uczniów złożyło w ponad 750 placówkach oświatowych ustawowe wnioski o uczęszczanie na lekcje języka niemieckiego jako języka mniejszości narodowej, w kilkuset miejscowościach witają nas szyldy z nazwą również w języku niemieckim, a chyba w 20 urzędach gmin można posłużyć się oficjalnie także językiem niemieckim. Dodatkowo ponad 1000 dzieci w soboty uczy się zabawowo niemieckiego, powstały niemieckojęzyczne Fußballschulen, spotykają się rodziny wychowujące dzieci dwujęzycznie, a co trzy lata wrocławska Hala Stulecia gromadzi 8 tysięcy Niemców z całej Polski na Festiwalu Kultury Mniejszości Niemieckiej. Zapraszam również do udziału w tym roku. W wielu parafiach odprawia się znów nabożeństwa w języku niemieckim.

Istnieje w Polsce takie powiedzenie, że skoro jest tak dobrze to czemu jest tak źle. Zacznę oczywiście od tematu, który jest wszystkim mniejszościom narodowym najważniejszy. Edukacja. Bez dobrej edukacji po takich doświadczeniach rugowania języka z życia publicznego i osobistego standardowe warunki stworzone mniejszości niemieckiej nie są w stanie przywrócić językowi tej funkcji jaką powinien spełniać tj. być językiem codzienności i rodziny. To bardzo trudne i mozolne. Natomiast właśnie edukacja w kolejnych raportach ekspertów Rady Europy badających realizację zobowiązań wynikających z ratyfikowanej Europejskiej Karty Języków Regionalnych i Mniejszościowych dla języka niemieckiego (ale także innych języków mniejszościowych) otrzymuje negatywną ocenę w trakcie kontroli. Zacytuję zdanie z takiego raportu: „W sferze oświaty Polska zobowiązała się, że w odniesieniu do terytorium, na których te języki są używane i w zależności od sytuacji każdego z tych języków oraz bez szkody dla nauczania oficjalnego języka, do:
- udostępnienia oświaty przedszkolnej w odpowiednich językach regionalnych lub mniejszościowych
- udostępnienia oświaty podstawowej
- i na poziomie średnim

W świetle zobowiązania podjętego przez Polskę Komitet Ekspertów uznaje, że zobowiązanie to nie zostało spełnione oraz zachęca organy polskie do udostępnienia oświaty w języku niemieckim na poziomie przedszkolnym, podstawowym i średnim oraz do zapewnienia ciągłości od oświaty przedszkolnej do oświaty na poziomie średnim na obszarach, w których używa się języka niemieckiego”.
To prawda, gdyż nie powstało w Polsce szkolnictwo w języku niemieckim a jednym z jego ograniczeń jest to, że w Polsce niezgodnie z EKJRM szkoły dla mniejszości organizuje się z warunkiem wstępnym w postaci deklaracji rodziców i wymogu złożenia 7 takich deklaracji. Naszym zdaniem (podobnie zresztą jak zdaniem Polonii w Niemczech czy też EKJRM) państwo powinno bez warunków wstępnych tworzyć ofertę edukacji co najmniej bilingwalną w terenie zamieszkałym przez mniejszość. Zacytuję znów raport Komisji Ekspertów dotyczący nauczania w przedszkolach i szkołach podstawowych: „oświata w języku regionalnym i mniejszościowym musi być udostępniona niezależnie od wcześniejszych wniosków rodzin”. Mimo, że sam uważam, że kolejnym krokiem musi być nauczanie w dwóch językach to jednak zwracam uwagę, że Komitet Ekspertów twierdzi: „że nauczanie języka niemieckiego wyłącznie jako jednego z przedmiotów lub organizacja znacznej części oświaty podstawowej w języku niemieckim nie wystarczy, gdyż te modele oświaty są objęte zobowiązaniami, których Polska nie ratyfikowała”. Ponieważ państwo nie tworzy oświaty w dwóch językach a tylko reaguje na wnioski, więc usiłujemy sami taką ofertę wytwarzać, ale system w którym ogromna subwencja na naukę języka najczęściej w postaci 3 dodatkowych godzin języka tygodniowo omija mniejszość niemiecką i trafia bezpośrednio do gmin, nie ma możliwości wspomóc nas w zakresie tworzenia takich szkół stowarzyszeniowych. Niestety w związku z tym udało nam się w ostatnich 5 latach utworzyć tylko 4 szkoły dwujęzyczne. Efekt nauczania języka niemieckiego w szkołach, w których jest go tylko 3 godziny jest niestety niezadowalający dlatego pomimo wszelkich problemów musimy zostać na drodze tworzenia szkół z większą ilością lekcji w języku niemieckim i ciągle zabiegać o popularność tego języka. Znów ostatnio nie jest to łatwe z powodu „mowy nienawiści”, która bardzo często dotyka wszystkiego co niemieckie. Właśnie od wczoraj mamy na łamach NTO wysyp antyniemieckich treści po ogłoszeniu, że Miroslaw Klose w lutym przyjeżdża po odbiór honorowego obywatelstwa miasta Opola. Niestety wpływa to na decyzje zwłaszcza młodych ludzi, którzy buntując się często wobec rodziców porzucają naukę języka ich ojców.

Ale też w różnych gremiach usiłujemy przekonywać rząd do poprawy efektywności tego sytemu, podniesienia jakości tego nauczania i do postawienia choćby malutkiej cząstki tej subwencji na potrzeby tworzenia szkół stowarzyszeniowych, które namacalnie pokazują wyższą jakość nauki języka niemieckiego jako nośnika tradycji, kultury i tożsamości. Trzeba powiedzieć, że w ostatnich kilku latach faktycznie MEN poprzez politykę tworzenia algorytmów dla subwencji dodatkowej, nie wnikając w szczegółową opinię, pokazuje, że bardziej opłaca się organowi prowadzącemu nauczać języka mniejszości ucząc w dwóch językach niż tylko w postaci dodatkowych lekcji.
Lecz tutaj natrafimy na kolejną blokadę organizacyjną, która utrudnia jeśli nie uniemożliwia wprowadzenie tego trybu nauczania. Nie mówiąc już o tworzeniu nauczania w języku niemieckim jako języku wykładowym. Przypominam, że każdy z tych sposobów ustawowo jest w Polsce możliwy. Na rynku pracy nie ma nauczycieli przedmiotowców, gdyż nigdzie się ich nie kształci. I tutaj dotykamy kolejnej negatywnej oceny Komitetu Ekspertów Rady Europy, którzy ocenili, że zobowiązanie wynikające z ratyfikacji przez Polskę EKJRM „zapewnienia podstawowych i dalszych szkoleń nauczycieli niezbędnych do wdrożenia poprzedzających punktów i ustępów” nie zostało spełnione. A co za tym idzie Komitet Ministrów Rady Europy sformułował zalecenie: „provide … further training of a sufficient number of teachers who are able to teach subjects in Belarusian, German, Kashub, Lemko and Ukrainian; (2009)

Proszę mi wybaczyć, że na seminarium zorganizowanym z okazji dnia języka ojczystego w Senacie RP wydaje się, że niesprawiedliwie zwracam uwagę nie na osiągnięcia ale na mankamenty. Myślę jednak, że zauważacie Państwo, że z samego mojego wystąpienia wynika jasno, że doceniam zmiany jakie w Polsce nastąpiły w podejściu do języka niemieckiego i mniejszości niemieckiej. Jesteśmy wraz z innymi mniejszościami podmiotami „Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych….” oraz podmiotem prawa oświatowego z wszystkimi jego narzędziami służącymi edukacji dla mniejszości narodowych. Ale właśnie doceniając te osiągnięcia uważam, że należy mówić o tym co utrudnia w praktyce zastosowanie zadeklarowanej przez RP otwartości na wielokulturowość. Jako przedstawiciel mniejszości narodowej uczestniczący w rozmowach ekspertów Rady Europy i pracowników MSWiA kilka lat temu zrozumiałem dlaczego ocena realizacji EKJRM jest dla Polski w kilku punktach i to tych, które dla nas, jak edukacja, są najbardziej żywotne, jest ciągle negatywna. Otóż w trakcie wymiany poglądów, w których pracownik MSWiA tłumaczył, że zapisy ustawy i rozporządzenia oświatowego pozwalają w Polsce tworzyć szkoły z językiem niemieckim jako językiem nauczania usłyszał odpowiedź, że Komitet Ekspertów nie sprawdza deklaratywnie lecz praktycznie. Jego myśl można było zrozumieć jako stwierdzenie, że ratyfikując EKJRM państwo jako strona nie zobowiązała się do stworzenia warunków formalnych stworzenia takiej edukacji lecz do utworzenia takich szkół i przedszkoli. A skoro ich nie ma to zobowiązania uznaje się za niespełnione.
Myślę, że w miejscu tworzenia prawa i dbania o konstytucję powinno paść pytanie, a może stwierdzenie, że tak wiele wokół nas się zmienia a tymczasem prawa mniejszości jakby tkwią w miejscu. Europa, i to Rada Europy, a nie Unia Europejska wykonała ostatni istotny krok w 1992 roku przyjmując kartę. Weszła ona w życie w 1998 roku. Polska w sensie ustawodawczym wykonała podobny, ostatni krok przyjmując „Ustawę o mniejszościach….” 6.01.2005 roku. W Polsce po ratyfikacji EKJRM została opublikowana w Dz.U. w 2009 roku i ma moc prawną od 1.06 tegoż roku. Zastanawia mnie czy nasza ustawa i rozporządzenia oświatowe byłaby lepsze i skuteczniejsze, gdyby kolejność była odwrotna. Czy istniałyby szkoły z językiem wykładowym niemieckim? A może dwujęzyczne?

Ale czy same prawo, międzynarodowe zwłaszcza, wystarcza by dokonywać zmian istotnych dla mniejszości narodowych. EKJRM nie ratyfikowały wszystkie kraje a i te, gdzie ją ratyfikowano mają podejście bardzo różne. W Rumunii istnieje szkolnictwo z niemieckim językiem nauczania od przedszkola do szkół wyższych, ale istniało już w czasach Ceausescu. Jednak na Węgrzech obserwujemy niezwykle istotne zmiany na korzyść mniejszości narodowych i to w postaci tworzenia szkół z dużym udziałem niemieckiego w nauczaniu, ale także w gwarancji posiadania reprezentacji parlamentarnej dla wszystkich mniejszości. Wydaje się, że prawa mniejszości, wielokulturowość musi być chciana i wspierana, musi nadążać za duchem czasu A tymczasem ja musiałem wczoraj podpisać pismo do KRRTV z prośbą o interwencję w ośrodku TVP3 w Opolu, który jednostronnie od początku roku zdjął „z grafika” program w języku niemieckim „Schlesien Journal” a próby uzyskania wyjaśnień, terminu na spotkanie z dyrektorem i wreszcie pismo oficjalne … pozostają bez reakcji.

Proszę zrozumieć, że dla nas mniejszości niemieckiej sprawa obecności języka w edukacji czy mediach jest sprawą wagi podstawowej. Jak i dla naszych kolegów z innych mniejszości. Musimy więc o niego zabiegać a czasem niemal walczyć. Poprawa w tych zakresach to nasze wyzwanie, ale wierzę, że również państwo polskie z całą swoją tradycją wielokulturową, którą się szczycimy w zasadzie chce jej nie tylko biernego utrzymywania ale aktywnego pogłębiania. W imię europejskiej zasady „jedności w wielości” oraz konstytucyjnej definicji obywateli o tych samych obowiązkach ale i prawach „My, naród polski, wszyscy obywatele Rzeczypospolitej”. My będziemy to czynili. Liczymy na ustawodawcę i władze wykonawcze. Myślę, że obydwie strony powinny być gotowe nie tylko na kosmetykę obecnych regulacji ale na radykalne osiąganie deklarowanych celów. Zbyt długo już drepczemy w miejscu.
Pozwólcie państwo, że zakończę jak na uroczystość języka ojczystego przystało nieco patetycznie, ale też w sposób niezwykle konkretnie tłumaczący determinację środowisk mniejszościowych. Niemiecki myśliciel Friedrich Wilhelm Christian Karl Ferdinand Freiherr von Humboldt, żyjący w latach 1767 – 1835 niemiecki filozof, filolog i polityk, który zakładał Uniwersytet w Berlinie z zadziwiającą precyzją powiedział: Die wahre Heimat ist eigentlich die Sprache. Sie bestimmt die Sehnsucht danach, und die Entfernung vom Heimischen geht immer durch die Sprache am schnellsten. (tłum. Prawdziwą ojczyzną w zasadzie jest język. To on określa tęsknotę za nią, a oddalenie się od wszystkiego co ojczyste dokonuje się najszybciej poprzez język).