Log in

Młodzież

Wczoraj (21.09.) miałem przyjemność brać udział w powołaniu do życia nowego koła terenowego ZMMN, czyli młodzieżowej organizacji mniejszości niemieckiej, w Rybniku. Było to jedno z najmilszych zaproszeń w ostatnim czasie, gdyż pokazuje rodzące się zaangażowanie kolejnej grupy młodych. To spotkanie warto opowiedzieć, gdyż w sposób skondensowany potwierdza ono kierunek pewnych działań podejmowanych przez nas, ale też obala kilka stereotypów.

  • Dział: Blogi

I znów o praworządnośc

Kolejna debata o stanie praworządności w Polsce na forum Parlamentu Europejskiego odbyła się wczoraj (14.09.) i widać z niej wyraźnie, że rozdźwięk pomiędzy różnymi opcjami patrzenia na wartości europejskie się nie zmniejsza. Generalnie świat wartości jest rozchwiany, a polityczne debaty o nich tylko to potwierdzają.

  • Dział: Blogi

Krzesła

Dziś znowu miałem sposobność być w Bundestagu. Tym razem w budynku nazwanym imieniem Paula Löbe, wybitnego polityka SPD pochodzącego z Legnicy. Jako Ślązak, lubię w nim przebywać. Stojąc twarzą do szacownego budynku Reichstagu, widzimy jego nowoczesną bryłę z lewej strony.

  • Dział: Blogi

Uchwała Solidarności do realizacji

Tekst piszę w dniu, w którym w Polsce wszyscy próbują sobie przypomnieć fakt powstania Solidarności przed czterdziestu laty. Dla mnie osobiście był to intensywnie przeżywany czas. I dlatego też pamiętam swoje odczucia, których nie zmieniło wprowadzenie stanu wojennego rok później.

Od początku nie postrzegaliśmy Solidarności jako związku zawodowego, lecz jako ruch społeczny o takiej sile, że system już mu się nie oprze. Przede wszystkim dlatego, że od początku swych postulatów nie ograniczał do spraw pracowniczych, ale traktował je jako element demokratycznego państwa. W nim ochrona praw pracowniczych będzie wynikała z ochrony praw ludzkich w ogóle. Już na pierwszym zjeździe w hali Olivia w uchwale programowej napisano: „Historia nauczyła nas, że nie ma chleba bez wolności. Chodziło nam również o sprawiedliwość, o demokrację, o prawdę, o praworządność, o ludzką godność, o swobodę przekonań (…)”. I dalej: „Związek nasz wyrósł z buntu społeczeństwa polskiego doświadczonego w ciągu przeszło trzech dziesięcioleci łamaniem praw ludzkich i obywatelskich”.

Logicznym następstwem tego spojrzenia była Uchwała w sprawie mniejszości narodowych, w której zapisano: „Dbając o rozwój kultury polskiej, otwartej na dorobek innych narodów, wyrażamy wolę wykazania nie mniejszej dbałości o to, by obywatele polscy należący do innych narodów i grup etnicznych (…) znaleźli we wspólnej z Polakami ojczyźnie warunki do swobodnego rozwijania swej kultury i przekazywania jej następnym pokoleniom”. Z historycznej perspektywy trzeba odnotować, że dla wymienionych w uchwale Niemców, inaczej niż dla innych, już uznanych w PRL mniejszości narodowych, była ona bodaj pierwszym w PRL głośnym potwierdzeniem naszego istnienia. W czasie, w którym solidarnie zarówno państwo, jak i episkopat zaprzeczały jej istnieniu.

Jednak z ważniejszej perspektywy współczesności trzeba zadać pytanie, czy demokratyczne już państwo, będące dziełem Solidarności, okazuje „nie mniejszą dbałość” o rozwój kultury mniejszości narodowych jak kultury polskiej? Czy mamy „warunki do swobodnego rozwijania swej kultury i przekazywania jej następnym pokoleniom”? Niestety, ta uchwała pozostaje nadal ledwie połowicznie zrealizowanym postulatem Solidarności. Czy jako członkowie mniejszości narodowej mamy swobodę rozwijania i przekazywania swej kultury? Odpowiem, że tak. Czy państwo stworzyło warunki do jej rozwoju, i to w stopniu nie mniejszym niż rozwoju kultury polskiej? Zdecydowanie odpowiem, że nie! Brak tych warunków, zwłaszcza w zakresie edukacji, stwierdza z całą mocą każda kolejna ocena realizacji przez Polskę Europejskiej karty języków regionalnych i mniejszościowych. Będzie ona nieprzerwanie krytyczna, dopóki nie powstaną w Polsce szkoły z niemieckim językiem nauczania, dopóki na falach eteru nie będzie więcej programów w językach mniejszości… Uchwała sprzed czterdziestu lat nadal czeka na swoją realizację.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Trudne stosunki

Po wygranej Bayernu Monachium (zaznaczam, że piłka nożna leży zupełnie poza moimi zainteresowaniami) i zachwytami wszystkich polskich mediów, nie wyłączając programowo antyniemieckiej TVP, można by uznać, że w stosunku do Niemiec i Niemców nastąpił jakiś przełom. Ale nic z tego. Wystarczy przyjrzeć się impasowi w kwestii udzielenia agrément ponad trzy miesiące temu mianowanemu w Berlinie nowemu ambasadorowi RFN w Polsce.

Miałem zaszczyt być na uroczystości pożegnania Rolfa Nikela, który jak wiemy, odchodząc, wielokrotnie opisywał stosunki polsko-niemieckie jako „lepsze, niż się wydaje”. Pat, który zapanował w zakresie powołania jego następcy, Arndta Freiherra Freytaga von Loringhoven, wydaje się dowodzić, że być może jest odwrotnie. Być może są one w rzeczywistości „gorsze, niż nam się wydaje”. W Niemczech zapewne narasta zaniepokojenie, a może już zniecierpliwienie sytuacją, w której mianowanie wybitnego dyplomaty z historią pracy na niezwykle ważnych stanowiskach w kraju i w instytucjach europejskich tak długo nie spotyka się z aprobatą polskiego MSZ. W lipcu mówiło się, że sytuacja przedłuża się z powodu wyborów. W miesiąc po wyborach trudno się na to powoływać. Trudno też to zrozumieć na tle normalnych relacji przyjętych w dyplomacji pomiędzy państwami utrzymującymi normalne i bezkonfliktowe stosunki. Takie podania przyjmowane są bez zbędnej zwłoki.

Co prawda w niektórych mediach natychmiast po ujawnieniu kandydatury Freytaga von Loringhovena opisywano, że jego ojciec był do końca wojny w bunkrze Hitlera. Część przyjęła to za ciekawostkę, tym bardziej że tenże ojciec pełnił później wysokie funkcje w NATO. Ale być może jednak w kraju, w którym na potrzeby kampanii wyborczej wyciągnięto Tuskowi dziadka z Wehrmachtu, takich wiadomości sprzed 75 lat nie traktuje się jak normalnej wiadomości. A zwłaszcza poza kręgami dyplomatycznymi; tymczasem – jak sugerują media niemieckie – decyzja o zwłoce w wydaniu agrément podjęta została poza MSZ.

I tutaj być może należy upatrywać kropli, która przepełniła czarę goryczy ministra Jacka Czaputowicza, pozbawionego decyzyjności w sprawie relacji dyplomatycznych z najważniejszym partnerem Polski. Nie zmienia to faktu, że pozostaje pytanie, jaka jest faktyczna przyczyna nadwerężania stosunków polsko-niemieckich. Czy fakt, że niektórzy komentatorzy dostrzegają, iż kaliber nowego kandydata związany jest ze stopniem trudności aktualnej pozycji Polski na arenie europejskiej i w stosunkach bilateralnych? Co być może zostało w obozie władzy negatywnie ocenione.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Po wyborze

Wyborczy wynik przypomniał mi referendum decydujące o brexicie, którego wynik wyniósł 51,89% za i 48,11% przeciw. Komentowano, że to niemal niemożliwe, by tak poważną decyzję dla przyszłości kraju można było podjąć tak nieznaczną większością głosów. Prezydent w Polsce przejmie swój urząd na podstawie jeszcze mniejszej przewagi głosów. A jednak werdykty demokratyczne należy szanować, więc zarówno następuje wyjście Wielkiej Brytanii z UE, jak i Andrzej Duda będzie prezydentem.

Skutki jednego i drugiego werdyktu dla tych krajów będą jednak ponosić wszyscy solidarnie. Tysiące mieszkańców wysp już przenosi się, a przynajmniej lokuje swoje biznesy w krajach unijnych, tysiące mieszkańców Polski, a Śląska zwłaszcza, uczyni to samo. Zanim to nastąpi, politycy, dziennikarze i analitycy będą opisywać i badać przyczyny takiego wyniku. W Opolu znów się pojawią głosy, że mniejszość niemiecka pomimo antyniemieckiej retoryki Andrzeja Dudy głosowała na niego i że w gminach mniejszościowych odnotowuje się niezmiennie najniższą frekwencję.

Faktycznie w moim Dobrodzieniu wyniosła ona 47,59%, w sąsiednich Zębowicach była jeszcze niższa. Na mapce województw ze swoimi niespełna 60% województwo opolskie plasuje się na samym końcu tabeli, a przedostatnie miejsce zajmuje na niej Warmia z Mazurami, gdzie również tysiące ludzi żyją pomiędzy Niemcami a Polską. Czy ta wysoka absencja faktycznie związana jest z tym, że cała rzesza osób z list wyborczych w istocie mieszka w Niemczech? A może z faktem, że znaczna część wyborców stanowiących mniejszości narodowe nie poczuła, by któryś z kandydatów drugiej tury skierował do nich jakąś specyficzną ofertę. Na przykład w zakresie poprawy edukacji dla mniejszości, która zarówno pod rządami PO, jak i PiS w zgodnej ocenie nas samych, jak i ekspertów Rady Europy nie spełniała i nie spełnia zobowiązań Polski wynikających z Europejskiej karty języków regionalnych i mniejszościowych.

A skoro takiej oferty nie było, to była absencja lub… zadecydowały preferencje z mniejszością niezwiązane. Warto, by socjolodzy przeprowadzili takie badania. Z tego punktu widzenia bowiem kandydaci i ich doradcy czy sztabowcy powinni przeanalizować programy i treści wystąpień. Zwłaszcza sztabowcom sympatycznego Rafała Trzaskowskiego, na którego (choć dopiero w II turze) oddałem swój głos, warto powiedzieć, że analizie trzeba poddać nie tylko to, co zostało w kampanii powiedziane, nie tylko to, czy właściwie stawiano akcenty, ale także to, czego w niej zupełnie zabrakło.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Tante Lilo

Śmierć nigdy nie przychodzi w porę. Poznałem Tante Lilo jako mieszkankę enerdowskiego Karl-Marx-Stadt. Prawdziwa Saksonka, była żoną najstarszego brata mojej mamy, Georga. Mogli się spotkać, ponieważ była wojna.

Mały Georg w małej wsi nieopodal Dobrodzienia był od urodzenia prawie całkowicie niewidomy. W wieku sześciu lat poszedł do szkoły wiejskiej, ale nauka w kolejnych klasach była coraz trudniejsza i dlatego nauczyciel znalazł dla niego ośrodek dla niewidomych we Wrocławiu. Georg rozpoczął więc naukę w stolicy prowincji. Rozstanie z wioską, rodziną i rodzeństwem było dla wszystkich trudne. Potem wybuchła wojna, ojciec musiał iść na front, matka pozostała sama z dziećmi. Coraz rzadziej dochodziło do wzajemnych wizyt.

Kiedy w styczniu 1945 r. zarządzono ewakuację, rodzina z Dobrodzienia uciekała w kolumnie z innymi w kierunku Czech. Szkoła we Wrocławiu była ewakuowana w stronę Saksonii. Brak kontaktu, brak możliwości wysłania listu. Szczególnie bolesne było to dla matki. Kiedy po wojnie rodzina powróciła na Śląsk, znajdujący się już pod polską administracją, brakowało Georga. Po powrocie musieli odzyskać zajęty w międzyczasie dom, a za pomocą służby poszukiwawczej Czerwonego Krzyża udało się znaleźć Georga w Chemnitz.

Mimo próśb matki nie chciał on jednak wracać na Śląsk. Był niewidomy, nie mówił po polsku, a w Chemnitz byli jego znajomi i przyjaciele ze szkoły. Pozostał więc i spotkał tam niepełnosprawną ruchowo Liselotte. Przez całe życie się wzajemnie wspierali i stworzyli wzorową rodzinę. Tante Lilo trudno było zrozumieć ze względu na jej saksoński dialekt, ale otwartość jej serca wszystko nadrobiła. Ferie letnie w Karl-Marx-Stadt, jak później przemianowano Chemnitz, były cudowne, a Tante Lilo  była jak matka. Podobnie było podczas ich pobytów na Śląsku. Wieczorami Onkel Georg grał na akordeonie, a Tante na harmonijce ustnej. Śpiew i śmiech pozostały mi w pamięci. Oboje niepełnosprawni, ale zawsze uśmiechnięci i życzliwi.

Od najmłodszych moich lat wujostwo mieszkający w NRD byli dla mnie symbolem niemieckości naszej rodziny. Onkel opowiadał wszak również dowcipy o Antku i Frantzku, ale tylko po niemiecku, ponieważ nie znał nawet gwary górnośląskiej. Także po śmierci śląskiego Onkla Tante była ogniwem łączącym pomiędzy nami na Śląsku a saksońską rodziną. W każde urodziny otrzymywałem telefon: w słuchawce najpierw słychać było melodię piosenki z życzeniami granej na harmonijce. Otoczona miłością dzieci i wnuków Tante ostatnie lata żyła w domu pomocy społecznej w Chemnitz. Dwa lata temu mogłem jeszcze obchodzić wraz z nią jej 90. urodziny, potem jeszcze kilkakrotnie ją odwiedzałem, otrzymując na drogę powrotną za każdym razem parę nowo dzierganych skarpet. Te ciepłe skarpety na zawsze będą mi przypominały serdeczną Tante Lilo.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi

Problemy z tolerancją

Jeśli komuś się wydawało, że panująca pandemia poszerzy przestrzeń tolerancji, to się wyraźnie pomylił. Zamieszki antyrasistowskie w USA, obalane pomniki w Wielkiej Brytanii i ostatnio w Niemczech, spory światopoglądowe w sprawie LGBT w Polsce. Wymieniać można jeszcze długo.

We wszystkich tych sporach widać zastępowanie dialogu dyktatem, i to często dyktatem z obydwu stron tych sporów. Tymczasem dialog by oznaczał, że każda ze stron usiłuje się porozumieć. Atmosfera dyktatu stron sporu przenosi się na ulice, i to nie tylko w postaci zamieszek i plądrowania sklepów w USA, ale także atmosfery na ulicach europejskich miast. Oczywiście w Polsce jest ona dodatkowo ubarwiona folklorem wyborczym. Nazywam to folklorem głównie dlatego, że w zakresie sporów światopoglądowych wszyscy odwołują się do emocji, a nie merytorycznych argumentów.

Paradoksalnie to dobrze, że zmaganie się z pandemią zmusza do zajmowania się konkretnymi rozwiązaniami i ich konsekwencjami. Nie pomaga próba jej emocjonalnego zagadania, gdyż operuje się liczbami. Być może nie są pewne, ciągle za mało wykonuje się testów, ale dają możliwość porównywania. A świadome wybory wymagają od wyborcy porównywania, które niestety w społeczeństwie tak rozpolitykowanym, ale jednocześnie tak mało upolitycznionym przysparza trudności.

Wszyscy o polityce namiętnie dyskutują, ale tak niewielu się w nią poważnie angażuje, że zarówno programy partyjne, jak i ich ewaluacja staje się pozorna. Aby ten proces ułatwić, już na wstępie tej kampanii opracowaliśmy katalog pytań do kandydatów na temat polityki mniejszościowej. Byłbym szczęśliwy, gdybym mógł napisać, że co najmniej większość z nich się do niego ustosunkowała, ale niestety tak nie jest. Na niecałe dwa tygodnie przed wyborami nadal tylko Szymon Hołownia na nie odpowiedział. A przecież wydawałoby się, że przywołana w tytule tolerancja nigdzie łatwiej się nie sprawdza i nigdzie prościej nie można swojej tolerancji pokazać niż w stosunku do mniejszości. Nie jest łatwo wyłącznie tym, dla których jest ona wiecowym i dobrze brzmiącym hasłem, ale przysparza problemów, gdy padają pytania o szkoły z niemieckim wykładowym, o tablice dwujęzyczne, o wsparcie dla kultury niemieckiej i tegoż dziedzictwa kulturowego. Nadal czekamy.

Bernard Gaida

  • Dział: Blogi
Subskrybuj to źródło RSS