Log in

Co nas łączy?

Bernard Gaida im Büro des Dachverbandes der Deutschen Kasachstans Bernard Gaida, Facebook Bernard Gaida im Büro des Dachverbandes der Deutschen Kasachstans

Tydzień temu zapowiedziałem felieton o Niemcach w Kazachstanie. Odwiedzając ich, starałem się stawiać tytułowe pytanie: co nas łączy. Oceńcie sami.

W swojej istocie społeczność niemiecka pojawiła się na kazachskich stepach w wyniku deportacji Niemców z całego terytorium ZSRR w 1941 roku. Ich korzenie sięgają do krajów niemieckich z XVIII wieku, ale deportowano ich z Krymu, Ukrainy, Gruzji, a przede wszystkim znad Wołgi. Kiedy w wyniku upadku państwa radzieckiego obok innych państw odrywa się od Rosji Kazachstan, na jego terytorium żyje około miliona Niemców. Są złamani terrorem. Samą deportacją, a potem dyskryminacją językową, która sprawiła, że znikające pokolenie dziadków jest ostatnim mówiącym w życiu codziennym po niemiecku.

W wyniku podjętej przez Niemcy polityki wobec mniejszości niemieckich w Europie Wschodniej i byłym ZSRR przez kolejne lata rodziny niemieckie masowo podejmują starania o wyjazd na Zachód. Dzisiaj zostało ich w Kazachstanie 180 tysięcy. Wielu z nich także dziś przygotowuje się do wyjazdu do Niemiec, co wymaga od nich znajomości języka niemieckiego i związanej z nią kultury i historii. Wyjazd jako Spätaussiedler staje się możliwy po zdaniu swoistego egzaminu w ambasadzie Niemiec. Do szkółki niedzielnej w stolicy kraju uczęszczają więc też dzieci, których rodziny już zaplanowały wyjazd.

Z powodu wyjazdów liczba Niemców w Kazachstanie maleje, chociaż spotkałem także osoby, które z Niemiec powróciły i swoją znajomością języka służą mniejszości doskonale. A język jest piętą achillesową po latach dyskryminacji i wobec obecnego wypierania go ze szkół. W stolicy zarówno w katolickim, jak i ewangelickim kościele nie odprawia się nabożeństw po niemiecku, gdyż – jak mi powiedziano – nie ma wiernych, którzy znaliby ten język. Zresztą dotyczy to też języka polskiego, mimo że Polaków jest tam dużo. Bywa że odprawia się je na wioskach. Niestety nie było mi dane znaleźć się w niemieckiej wiosce, a nawet taksówkarze mi mówili, że to były najpiękniejsze wioski w kraju. Były, gdyż z powodu wyjazdów pustoszeją.

Moi rozmówcy w centrali mniejszości niemieckiej koncentrują się na realizacji projektów w 21 regionalnych organizacjach niemieckich, kładąc nacisk na młodzież i język, ale jednocześnie zastanawiają się, jak powstrzymać migrację swych członków do Niemiec. Tym bardziej że wielu z nich czyni to już nie z pobudek ekonomicznych, lecz by nie zamykać swym dzieciom drogi „na przyszłość”.

Bernard Gaida