Log in

Głośno mówić

Kiedy w zeszłym tygodniu zapoznawałem się z przebiegiem wizyty prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki w Polsce, nie mogło mi umknąć przemówienie przedstawiciela mniejszości ukraińskiej i aktualnego współprzewodniczącego Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych Grzegorza Kuprianowicza.

W miejscu upamiętnienia wymordowania ludności ukraińskiej przez żołnierzy polskiego podziemia nazwał on tę tragedię zbrodnią przeciwko ludzkości, w której jedni obywatele polscy wymordowali innych obywateli polskich z powodu ich innej przynależności narodowej. Te słowa stały się przyczyną doniesienia do prokuratury złożonego przez wojewodę lubelskiego. Sprawa trafiła do IPN i się toczy. Właśnie takiej sytuacji się obawiałem, gdy w lutym tego roku pisałem do prezydenta Andrzeja Dudy prośbę o niepodpisywanie nowelizacji Ustawy o IPN, która wprowadzała sankcje karne nie tylko za przypisywanie narodowi lub państwu polskiemu współudziału w zbrodniach III Rzeszy, ale także za przypisywanie mu jakichkolwiek zbrodni przeciw ludzkości. Moja prośba wtedy była nieskuteczna, jednak wobec oburzenia międzynarodowego, a zwłaszcza środowisk żydowskich, dokładnie te zapisy, które kwestionowałem, zostały z ustawy niedawno usunięte.

Sprawa Kuprianowicza pokazuje jednak, że kilka miesięcy sporu o zasadę, czy wolno ustawowo usankcjonować jednostronną wykładnię wydarzeń historii, pozostawiło swoje ślady w świadomości i ośmieliło do używania prawa do zamykania ust tam, gdzie powinny trwać obiektywne badania i społeczne debaty. Ale jednocześnie fakt zmiany ustawy o IPN pod wpływem siły krytyki zewnętrznej przekonuje, że warto protestować i występować zawsze tam, gdzie nasze prawa są zagrożone.

Innym przykładem zagrożenia praw nabytych jest fakt, że zmiany ustaw sądowych wprowadziły zakaz pracy dla sędziów, którzy oprócz obywatelstwa polskiego posiadają także inne. Nie muszę dodawać, że dotyczy to także, ale nie tylko, sędziów przynależących do mniejszości niemieckiej. Posiadają oni drugie obywatelstwo dlatego, że są potomkami obywateli Niemiec, a zmiana granic po wojnie sprawiła, że mieszkają i są obecnie pełnoprawnymi obywatelami Polski. Znaleźli się w sytuacji właściwie bez wyjścia. Ich studia i często wieloletnia praca sędziego znalazła się na jednej szali, a ich odziedziczone obywatelstwo niemieckie na drugiej. Wydaje się, że to też kolejna zmiana pokazująca ograniczone zaufanie państwa do swych obywateli należących do mniejszości narodowych czy też powracających z zagranicy. Po informacjach o zbieraniu danych o członkach mniejszości narodowych przez polską armię to kolejna niedobra wiadomość. Poseł MN Ryszard Galla złożył interpelację i trzeba go w tym wspierać.

Bernard Gaida