Log in

Wyprawa na Bałkany

Moja droga do Szwabów Naddunajskich w Serbii trwałaby lekko ponad 8 godzin, gdyby nie fakt, że trzeba przekroczyć zewnętrzna granicę UE. A kolejka do odprawy sprawiła, że doszło niemal 3 godziny do  tego czasu. Uświadomiła mi jak łatwo zapomnieliśmy w ramach UE o granicach.

Jednak spotkanie w Suboticy się odbyło i trwało do północy bo aż takim zachwytem napełniło mnie zaangażowanie grupy, która tam właśnie od kliku lat prowadzi aktywne życie kulturalne, oświatowe  dla kilkudziesięciu swoich członków. Kilka kolejnych dni było poznawaniem specyfiki niemieckich organizacji w kilku miejscowościach serbskich i chorwackich. Trzeba tu niezorientowanym wyjaśnić, że owi Donauschwaben to migracja w XVIIi w. z terenów obecnie leżących w Baden-Wuertemberg  i Lotaryngi (przede wszystkim ze Schwarzwaldu) i osiedlanie się wzdłuż Dunaju.  Po opuszczeniu Wegier i Bałkanów przez Turków ówczesna Austria pragnęła usilnie zagospodarować spustoszone i wyludnione obszary. Ludzie ci wypływali z Ulm na specjalnych tratwach, w Wiedniu otrzymywali swoje przydziały ziemi i płynęli dalej do miejsc przeznaczenia.

Przodkowie odwiedzonych przeze mnie Niemców trafiali do Apatina i stamtąd do całego regionu.  Przez dwa wieki zachowali tradycje, język, kulturę i założyli setki wiosek i miast.  Stanowili w nich najczęściej większość a na pewno elitę i gospodarczą i kulturalną.  Niestety tragicznie dotknął ich los milionów Niemców w środkowej i wschodniej Europie ze szczególnym piętnem, którego trauma trwa do dzisiaj.  Najmniej ucierpieli ci, którzy zmuszeni zostali już w 1944 roku przez słabnący Wehrmacht do ewakuacji do Rzeszy.  Przeżyli utratę ojczyzny, tułaczkę i ,jak niektórzy moi rozmówcy, dziesięcioletnie życie obozowe w Niemczech powojennych. Jednak  przeżyli.

Tysiące innych zwycięski, komunistyczny ruch Tito skierował do obozów, w których masowo i programowo ich zagłodzono.  11 maja obchodzi się tam Dzień Pamięci o wypędzeniu i było mi dane w kilku takich upamiętnieniach wziąć udział. Najbardziej zapamiętam jednak nie wieńce na cmentarzach, ale projekt w gimnazjum w Djakovie, gdzie uczniowie otrzymali za zadanie zapoznać się z literaturą na temat obozów, wypędzenia, skali tej zbrodni a następnie zaprosili z Niemiec świadka tamtego czasu i przeprowadzali z nim wywiad wg w całej szkole zebranych pytań. Zwróciłem uwagę na to, że w Chorwacji nikt nie boi się nazywać rzeczy po imieniu i powojenne obozy dla Niemców nazywane są obozami zagłady (Vernichtungslager) a ta zbrodnia ludobójstwem (Genozid).  Pomniki z takimi określeniami powstają z udziałem środków publicznych. Wiele można się tam nauczyć.

Więcej w tej kategorii: « Immanuel Kant Myśli po Annabergu »