Dodano: 28 listopad 2017, 09:48

Historia a przyszłość

W ostatnich dniach miałem możliwość odbycia długiej rozmowy z mieszkającym od kilku tygodni w Berlinie Chorwatem. Była ona ciekawa także z punktu widzenia procesów zachodzących w Polsce. Zdumiała mnie odpowiedź na standardowo zadane pytanie: „Jak ci się mieszka w Niemczech?”. W odpowiedzi nie usłyszałem analizy oferty mieszkaniowej, komunikacji miejskiej czy problemów finansowych. Usłyszałem, że od tych kilku tygodni gdy mieszka w Berlinie jest spokojny, gdyż nie musi uczestniczyć w niezmiennie toczącym się w Chorwacji i innych krajach postjugosłowiańskich dyskursie nacjonalistycznym. Nie musi obchodzić kolejnych świąt poświeconych bohaterom narodowym, nie słyszy stałych dyskusji kiedy i w którym miejscu Bałkanów pojawił się pierwszy Chorwat. Nie widzi w telewizji stałych dyskusji historyków, którzy udowadniają, że w zasadzie większość wydarzeń przypisywanych Serbom zasadniczo dokonali Chorwaci.

Słowem zamieszkanie w Berlinie uwolniło go od narodowych problemów, których w jego kraju nie da się uniknąć. Nie daje się też uniknąć stałego pozycjonowania każdego według jego stosunku do narodowej spuścizny i stosunku do Serbów. Pozycjonowania, które obejmuje wszystkich od naukowców i polityków po bezrobotnych, których wydaje się ta dyskusja bardziej interesować niż ich własna sytuacja materialna. Ludzie mniej nacjonalistycznie zorientowani zwykle uważani są za przynajmniej podejrzanych.

Tymczasem przypomniało mi się, że kiedy kilka miesięcy temu odwiedziłem w Berlinie „Klub der polnischen Versager” usłyszałem przy sąsiednim stoliku rozmowę o trudnych latach powojennych w Polsce. Wtedy obsługujący mnie właściciel lokalu z ironią powiedział, że wszyscy Polacy odwiedzający jego lokal, pomimo, że mieszkają w Niemczech, od lat stale kłócą się o Piłsudskiego, o PiS, a nawet o powstanie listopadowe. I stale się różnią w poglądach.

Co sprawia, że narody Europy Środkowej nie potrafią z równą żarliwością zajmować się przyszłością swych krajów, jak ich historią i prawdziwymi, bądź wymyślonymi bohaterami? Czy przypadkiem owo tkwienie w problemach przeszłości nie sprawia, że ci zorientowani na przyszłość decydują się na emigrację, by uwolnieni od narodowych cieni codzienność budować w spokoju? Mój rozmówca pochodził z miasta, które dwadzieścia lat temu liczyło 100 000, a dziś 60 000 mieszkańców. Polska też pozbawiła się co najmniej dwóch i pół miliona ludzi w ostatnich latach. Czy to nie żniwo polityki historycznej, która żadnej perspektywy nie buduje?

Autor: Bernard Gaida

Dodaj komentarz