Dodano: 04 wrzesień 2017, 12:33

Pojedynek Merkel – Schulz

Niedzielny, jedyny w kampanii wyborczej pojedynek szefów największych partii walczących o wygraną w wyborach do Bundestagu, oglądałem jako aktywny wyborca.  Urzędująca kanclerz Angela Merkel i szef SPD, prominentny polityk europejskiego szczebla Martin Schulz, starli się w interesie nie tylko obsadzenia Urzędu Kanclerskiego, ale również  w interesie przewagi parlamentarnej. Wyniki sondażowe dla Martina Schulza nie mogły napawać go przesadną wiarą w zwycięstwo 24 września, ale tym bardziej musiał traktować to spotkanie jako jedyną szansę na przechylenie szali na stronę SPD. Po pojedynku komentatorzy i ankietowani widzowie raczej nadal uważali, że to Angela Merkel była bardziej kompetentna, rzetelniej argumentująca, a nawet milsza.

W jednej kategorii zwyciężył jednoznacznie Schulz. Uznano, że był bardziej atakujący. Pojedynek nie zmienił moich preferencji wyborczych, chociaż wolałbym usłyszeć na pytanie o wizytę w kościele tej niedzieli odpowiedź twierdzącą ze strony mojego kandydata. Obydwoje niestety tej niedzieli nie byli w kościele, chociaż oboje podają się za ludzi wierzących. Abstrahując jednak od moich preferencji podkreślę, że będąc skazanym na obserwowanie  na co dzień nieokrzesanej i peryferyjnej atmosfery polskiej polityki, odpoczywałem intelektualnie słuchając tej berlińskiej dyskusji. Dawno nie zdarzyło mi się słuchać dyskusji dwóch walczących przeciw sobie polityków, w której panowała kultura, rzeczowość, a nawet dość często występujący fakt przyznawania sobie wzajemnie racji. W dzień, który w Polsce upływał na relacjach z kłótni o to, czy apel poległych na Westerplatte miał przeczytać harcerz czy oficer, słuchałem polityków, którzy mają sterować przez kolejne cztery lata państwem liczącym się w świecie. To sprawia, że ich zdanie na temat Erdogana, Trumpa, Korei, czy problemów UE ma realne znaczenie, a nie jedynie publicystyczny posmak w kwiecistych ustach krajowych polityków.

Zresztą, tureckie portale już w trakcie rozmowy reagowały na ostre zdanie Schulza i wyważony lecz równie ostry pogląd Merkel o niemożności kontynuowania procesu poszerzania UE o Turcję.  Popularny Thomas Gottschalk zmartwiony zbyt ospałym i mało widowiskowym tempem debaty, musiał przyznał, że taka odpowiada Niemcom, którzy cenią fachowość i rzeczowość argumentacji ponad emocjonalne pustosłowie. To odpowiedź na pytanie o stabilność niemieckiej polityki.  A przenosząc to na nasze podwórko zacytuję stare przysłowie:  Z pustego i Salomon nie naleje.

Autor: Bernard Gaida

Dodaj komentarz