Dodano: 11 lipiec 2017, 11:39

Szczyt G-20

Komentując  ważne wydarzenia  polityczne  do jakich należał ostatnio szczyt G-20 oraz poprzedzająca go wizyta prezydenta USA Donalda Trumpa w Warszawie, nie zawsze ma się okazję do komentowania zachowań ulicy.  Najpierw sam szczyt, który wydaje się, że nie bardzo zasłużył na miano sukcesu. Europa nie osiągnęła żadnego porozumienia z USA w sprawie walki z ociepleniem klimatu, a zgoda co do wolnego handlu nie do końca zabezpiecza przed protekcjonizmem gospodarczym. Dokument dopuszcza bowiem możliwość zabezpieczania własnego rynku. Niektórzy krytykują szczyt za niedostateczne podjęcie tematu migracji, a zwłaszcza za brak porozumienia co do zwalczania przemytu migrantów  przez Morze Śródziemne.  

Przesadnie wychwalana postawa i przemówienie prezydenta Trumpa w Polsce przyćmiły zupełnie zamieszki w Hamburgu, które pokazują skalę negacji niektórych grup społecznych.  Zamieszki jednak nie wydawały się być żadną manifestację polityczną o określonym celu czy treści. Ich treścią był sam protest, a właściwie chęć destrukcji i walki ze strony najczęściej rzadko mieszkańców Hamburga, lecz chuliganów pochodzących z wielu krajów Europy.  Zastanawia skala rozruchów w społecznościach relatywnie zamożnych i gospodarczo stabilnych, właśnie dzięki europejskiej polityce socjalnej gospodarki rynkowej. Moralna ocena tych protestów jest niejednoznaczna. Z jednej strony gdy zestawić je z biedą tysięcy usiłujących się do Europy przedostać  migrantów i uchodźców z Afryki i Azji, dziwić musi bezmyślność  demonstrantów żyjących na co dzień w warunkach dla tych biedaków zupełnie niedostępnych. Z drugiej strony trzeba sobie zadać pytanie o skalę winy jaką najbogatsze państwa świata ponoszą za biedę panującą w tylu krajach południowej półkuli. I nie chodzi przecież jedynie o odległą już erę kolonialną, ale też tak bliskie nam wydarzenia jak wojna w Syrii czy Iraku, do której nawet Polska ochoczo się przyłączyła. Polityka Trumpa jest ciągle wielką niewiadomą, a jego wypowiedzi z Warszawy i po spotkaniu z Putinem w niektórych sprawach przeczą sobie wzajemnie. Chęć bycia w sojuszu z USA wydaje się być w Polsce jednak niezależna od ich intencji i rodzaju ich polityki. Oby tylko przesadna wiara w przyjaźń zza oceanu nie naraziła na szwank prawdziwego sojuszu jaki wiąże nas z UE. 

Autor: Bernard Gaida

Dodaj komentarz