Dodano: 08 marzec 2017, 08:06

Tusk – opcja niemiecka?

Przed paru dniami, czyli w momencie, w którym eurodeputowany Jacek Saryusz-Wolski został ogłoszony oficjalnie kandydatem Polski na stanowisko szefa Rady Europejskiej, niewybredne ataki na Donalda Tuska z ust czołowych polityków rządzącej opcji oraz wiernych im mediów ruszyły z siłą wodospadu. Abstrahuję od nielogiczności tej decyzji skazanej na porażkę - bądź jedynie pomysłodawców w przypadku niechybnej porażki Saryusza-Wolskiego, bądź Polski w ogóle w przypadku niewybrania żadnego z dwóch kandydujących Polaków. Ponieważ możliwość wybrania kandydata PiS, które jak się dowiedzieliśmy zobowiązało rząd RP do wysunięcia nowej kandydatury i odmowy poparcia Tuska od samego początku, jest bliska zeru, należy założyć, że celem nie jest wprowadzenie Jacka Saryusza-Wolskiego na to wysokie stanowisko w UE.

Paradoksalnie wybranie Donalda Tuska, lub może kandydata z innego kraju Unii, będzie być może przez strategów PiS uznane za zaplanowane przez nich zwycięstwo. Od ponad roku wszak widzimy, że często prowadzona przez Rząd Beaty Szydło polityka zagraniczna służy celom w istocie wewnętrznym. Dyplomatycznym rozmowom prowadzonym przez polskich polityków za granicą towarzyszy zupełnie inna narracja kierowana do wewnątrz. Znanym mi przykładem są rozmowy polsko-niemieckiego Okrągłego Stołu, w których od dawna ze strony polskiej delegacji rządowej nie padło oczekiwanie uznania społeczności Polaków zamieszkałych w Niemczech za mniejszość narodową, a jednocześnie w polskich mediach usiłuje się tworzyć wrażenie jakoby był to jeden z najważniejszych postulatów. W ten sposób ubocznym skutkiem tego dysonansu jest budowanie obrazu Niemiec jako rządu nieprzychylnego Polakom.

W ostatnich kilku dniach słyszymy z ust polityków opcji rządzącej powielane hasła, jakoby Tusk był w istocie niemieckim kandydatem, że ma poparcie Angeli Merkel, która zmusza inne kraje do poparcia jego kandydatury. Narracja jest tak bardzo nacechowana dychotomią konfliktu polsko-niemieckiego, że wręcz niknie przy tym kontekst europejski. Przy tej  zamierzonej jak sądzę narracji, celem wydaje się kolejne pogorszenie wizerunku Niemiec w oczach sporej części polskiego społeczeństwa, a przy okazji niejako obnażenie gorszącego obrazu Unii Europejskiej, uzależnionej od woli Niemiec, a więc także nieprzyjaznej wobec Polski. W ten sposób być może stratedzy obecnej polityki osiągną także obniżenie ciągle wysokiego poparcia Polaków dla członkowstwa w Unii, a przecież pozostawanie w konflikcie z nią wydaje się jednym z celów obecnej polityki i kreowania wizerunku PiS. 

Autor: Bernard Gaida

Dodaj komentarz